środa, 15 lutego 2012

Z Wisławy Szymborskiej

Nieuwaga


Źle sprawowałam się wczoraj w kosmosie.
Przeżyłam całą dobę nie pytając o nic,
nie dziwiąc się niczemu.

Avtandil Makharoblidze
Wykonywałam czynności codzienne,
jakby to było wszystko, co powinnam.

Wdech, wydech, krok za krokiem, obowiązki,
ale bez myśli sięgającej dalej
niż wyjście z domu i powrót do domu.

Świat mógł być odbierany jako świat szalony,
a ja brałam go tylko za zwykły użytek.

Żadnych - jak - i dlaczego -
i skąd się taki tu wziął -
i na co mu aż tyle ruchliwych szczegółów.

Byłam jak gwóźdź zbyt płytko wbity w ścianę albo
(tu porównanie, którego mi brakło).

Jedna za drugą zachodziły zmiany
nawet w ograniczonym polu okamgnienia.

Przy stole młodszym, ręką o dzień młodszą
był chleb wczorajszy inaczej krajany.

Chmury jak nigdy i deszcz był jak nigdy,
bo padał przecież innymi kroplami.

Ziemia się obróciła wokół swojej osi,
ale już w opuszczonej na zawsze przestrzeni.

Trwało to dobre 24 godziny.
1440 minut okazji.
86 400 sekund do wglądu.

Kosmiczny savoir-vivre
choć milczy na nasz temat,
to jednak czegoś od nas się domaga:
trochę uwagi, kilku zdań z Pascala
i zdumionego udziału w tej grze
o regułach nieznanych.

poniedziałek, 23 maja 2011

Myriam Alter


Foka natrafiła na tę płytę dawno temu we Francji. Zakochała się w tej muzyce po uszy. Foka pamięta jak siedziała sobie ze słuchawkami na uszach słuchając Myriam Alter i docierała do niej rozmowa młodych ludzi mówiących po włosku z silnym północnym akcentem - jedno z ulubionych wspomnień. Płyty tej pani można znaleźć w Multikulti.

Bańki mydlane



W sobotę Mątwa, M. z roczną Franią w wózku, który prowadziła Foka, wybrały się na Stary Rynek w Poznaniu, żeby z kilkoma tysiącami innych ludzi puszczać bańki mydlane. Frania całą imprezę słodko przespała, za to baby miały zabawę. Foka znalazła zdjęcia w google, ponieważ wyładował jej się aparat. Piękne pierwsze ujęcie pochodzi z tej strony.

poniedziałek, 9 maja 2011

Ak, mon jeg staar i naade


Stary norweski psalm w wykonaniu Ingebrigt Håker Flatena (b) i Håkona Kornstada (saksofon). Warto wysłuchać w całości.

piątek, 25 lutego 2011

Z Mirona Białoszewskiego

Wypis V

Bok.
Dosyć.
Na drugi bok.
Dosyć.
I jak w letnisku przed wojną uczyli mnie tańczyć
- teraz w trzecią stronę.

Wypis VI

Było coś najważniejszego.
Wielka ziemia na wodzie.
Kołowanie ludzi. Nie przepadło.
Co dla domu? Oddalenie.
Co być musi? Przetłoczenie.
O czym nie wiesz? Przetrząsanie.
Co serce zaspokoi? Obojętność, obturlać się w niej.

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Pomnik Krzysztofa Komedy




Niewiele znajdziecie pomników jazzmanów. Za to w Poznaniu na Przybyszewskiego przed budynkiem stomatologii Uniwersytetu Medycznego znajduje się pomnik Krzysztofa Komedy, który ufundowali medycy. Komeda zdał maturę w Ostrowie Wielkopolskim i w Poznaniu studiował medycynę. Stamtąd wyruszył w wielki świat. Tyle że wielki świat nie stawia pomników, robią to ludzie, którzy są dumni ze współplemieńców. I tak medycy poczuwają się do Krzysztofa Komedy. Pomnik jest zastanawiający - Krzysztof trzyma w dłoni kawałek czegoś, co może być ołówkiem, a może papierosem. Nerwowo nachyla się nad taśmą filmową. Komeda będzie dla Foki zawsze autorem muzyki do Noża w wodzie, Dziecka Rosemary i Nieustraszonych Pogromców Wampirów czyli standardowo. Napisał jej jednak dużo dużo więcej - Krzysztof Komeda - Muzyka.

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Maski 2-5.12.2010

Foka w tym roku wybrała trzy spektakle z bogatego repertuaru, jaki oferował festiwal. Festiwal Teatralny Maski urodził się w 1997 roku jako festiwal młodego teatru alternatywnego. Jego pomysłodawcą był Paweł Szkotak,(obecnie dyrektor Festiwalu, Dyrektor Teatru Polskiego w Poznaniu oraz szef Teatru Biuro Podróży). Pierwsza edycja pokazała przegląd teatrów poznańskich, których ilość wystarczyła na zapełnienie całego festiwalu: Teatr Biuro Podróży, Teatr Strefa Ciszy, Teatr Porywacze Ciał, Projekt Autofobia Marcina Libera oraz nieistniejące już formacje jak m. in. Radykalna Frakcja Medialna Mazut czy Biuro Poszukiwań Teatralnych. Ambicją festiwalu było początkowo prezentowanie spektakli premierowych. Idea festiwalu premier miała odróżnić „Maski” od innych festiwali w Polsce i z powodzeniem udawało się to realizować w kolejnych edycjach. Z czasem jednak formuła ta stała się niewystarczająca. Festiwal został sprofilowany, a jego tematem stały się kwestie społeczno-polityczne – ze strony festiwalu. Pierwszym ze spektakli była Planeta Lem Teatry Biura Podróży, ulubionego poznańskiego teatr Foki. Jakież było jej zdumienie, gdy po przybyciu przez śniegi do Hanki (bardzo fajny akademik, w którym Foka kiedyś pracowała w studenckiej poradni prawnej i który ma własną scenę) okazało się, że kogokolwiek ani widu ani słychu. Po konsultacjach z rzezimieszkiem, który stwierdził, że nic nie wie o żadnym teatrze pobiegła szybko do Teatru Ósmego Dnia, gdzie okazało się, że o Planecie Lem nikt nie słyszał i grane są autorskie spektakle. Foka się wściekła strasznie i dorwała Internet w mieście, gdzie w mailu przeczytała, że spektakl owszem odbywał się – w Cegielskim. Więc takie było jej pierwsze wyjście.
Drugie podejście to spektakl Andronów i Evy Rufo czyli Art. 182 ustęp 1-3 kc. Kc to skrót od kodeksu cywilnego. Jest to ulubiony artykuł Foki o pszczołach. Że roju pszczół można poszukiwać przez trzy dni, że można w tym celu wkroczyć na cudzy teren, że jak się roje zmieszają, to właścicielem jest właściciel ula. Coś bardzo praktycznego i pouczającego. Foka postarała się o wyciągnięcie na spektakl jak największej liczby znajomych prawników. I słusznie. Spektakl był bardzo udany, zabawny i pouczający. Wykpiwał doskonale komisje śledcze, które sejm ochoczo powołuje, bo wpisał je sobie w Konstytucję w art. 111. Komisja śledcza z rzeczy samej jest pomieszaniem, bo miesza władzę ustawodawczą z sądowniczą. Nasi posłowie zachłysnęli się pewnie ustrojem Stanów Zjednoczonych, gdzie występuje bogata tradycja parlamentarnych komisji śledczych. W Polsce taką komisję powołał podobno Zygmunt I. Komisje jednak to ciała nowe i o tym jak się przyjmują traktuje sztuka Andronów. Czyli jest się z czego pośmiać. Sposób wprowadzenia tematu pszczół powoduje, że spektakl wyraźnie nabiera charakteru farsy. Można Art. 182 potraktować czysto rozrywkowo, jednak skłania on do postawienia pewnych pytań. I tak, gdy Pani z Radia zapytała Fokę: "Czy śmiać się czy płakać?" Foka odparła, że śmiać się, po czym dostała bardzo obfitego słowotoku. Niestety nic z tego w radiu nie puścili, bowiem nadali relację o sztuce Nangar Khel wrocławskiego teatru czyli trzeciego wyboru Foki. Foka naprawdę ma wątpliwości czy słusznie.
Nangar Khel jest zrobiony metodą verbatim czyli dokumentalną. W artykule, który Foka znalazła w sieci możecie poczytać więcej o tej metodzie - Figura Obcego w dramacie współczesnym. Spektakl poruszał ważne kwestie, jednak raziły w nim trochę niedomagania warsztatowe aktorów. Jak na teatr dokumentalny, został zrobiony rzetelnie. Zawierał kilka naprawdę mocnych i dobrych scen. Ale pytania jakie stawia są takiego kalibru, że Fokę przerastają.

środa, 15 grudnia 2010

Refleksje

Foka poleciła bloga kolejnej osobie i z ciekawości zaczęła go czytać wstecz. Wróciła do relacji z Ameryki Południowej i trochę się zdziwiła sobą.
Zastanowiło ją, gdy M., nauczycielka hiszpańskiego, zapytała jej czy się rozczarowała Ameryką Południową. I teraz w pełni rozumie to pytanie. Chcąc osiągnąć efekt komiczny akcentowała m.in. mocno fizjologię i z jednej strony to fakt, że wyruszając daleko trzeba się liczyć z sensacjami żołądkowymi, ale z drugiej nie przesłaniają one doświadczenia podróży. Jest takie powiedzenie, Foka nie pamięta kto je popełnił – jeśli wyruszysz osłem, nie wrócisz koniem. Prawda. Lecz przede wszystkim dzięki Ameryce Południowej, która jest ogromna, piękna, a jednocześnie przyjazna Foka uzyskała prawdziwy dystans do siebie. Tam została jej nadana ksywka, która z czasem pozwoliła gryzącą ironię przekuć w humor. A przynajmniej takie jest założenie. Tam, z daleka od domu, nastąpiło kilka rozczarowań sobą, rozpoznań i w efekcie praca. Relacje miały początkowo postać emaili, jednak by nie stosować metody kopiuj-wklej i rozsyłania tych samych tekstów do rożnych znajomych, znalazły się na blogu. Pisane w pośpiechu, niechlujne, dziś skłaniają do pytania, kiedy i jak warto zabierać głos.
Prawdopodobnie dzisiaj by tak Foka nie pisała. Starałaby się raczej pokazać, dlaczego warto było pojechać i jak bardzo tamten kontynent jest piękny, jak niewiele różnią się od Europejczyków mieszkańcy, którzy są śniadzi, dumni i w porządku.
Wiele spraw Foka wychodziła i rozjeździła. Wróciła do domu trochę mądrzejsza. Rozbudziła się jej ciekawość i pragnienie powrotu w tamte strony. I kiedyś, gdy odłoży pieniądze i wygospodaruje czas, Foka do Ameryk wróci. Bo w tamte rejony ciągnie ją najbardziej.
Drugą sprawą jest, że w jednym z tekstów padło zdanie, że baby zrównałby kościół katolicki z ziemią. Miał to być żart, który uwypukla jak bardzo człowiek jest w stanie się nakręcić rewolucyjnie w trakcie żywej dyskusji. Jednak z perspektywy nie jest on tak oczywisty. Foka do chrześcijaństwa ma stosunek określony – sympatyzuje. Wzrosła w takiej, a nie innej kulturze i z Biblii najbardziej podobają się słowa Jezusa „Przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda”. Nie ze wszystkimi rzeczami się zgadza, nie podoba jej się tradycyjna rola kobiety w kościele i tradycji chrześcijańskiej, jednak nie może zanegować wartości, jakie niesie ze sobą chrześcijaństwo. Jest go ciekawa, jednak w stopniu ograniczonym. Kiedyś rozmyślała nad aktem apostazji czyli wypisania się z Kościoła Katolickiego i usłyszała od kumpla, którego zdanie sobie ceni i który jest katolikiem, że najpierw powinna w pełni poznać naukę kościoła, pójść na jakieś spotkania z niewierzącymi, żeby uczciwie powiedzieć, że kościół odrzuca. Foka doszła jednak do wniosku, że ani apostazja, ani wchodzenie w bliższe relacje z chrześcijaństwem nie są jej potrzebne. Jej samej najbliższa jest postawa liberalnej ironistki, którą postuluje Richard Rorty – „Definicję terminu „liberalny” zapożyczam od Judith Shklar, która powiada, że liberałowie to ludzie, dla których okrucieństwo jest najgorszą rzeczą, jakiej się dopuszczamy. Wyrażenia „ironistka” używam dla oznaczenia takiej osoby, która stawia czoła przygodności jego lub jej najbardziej zasadniczych przekonań i pragnień - kogoś, kto jest na tyle historycystą i nominalistą, by porzucić pogląd, iż owe zasadnicze przekonania i pragnienia mają odniesienie do czegoś istniejącego poza zasięgiem czasu i przypadku. Liberalni ironiści to ludzie, którzy do tych nie dających się uzasadnić pragnień zaliczają osobistą nadzieję, że zakres cierpienia się zmniejszy, że ustać może poniżanie jednych ludzkich istot przez inne.
Dla liberalnych ironistów nie istnieje odpowiedź na pytanie: „Dlaczego nie być okrutnym?” – nie da się ich zdaniem, bez popadania w błędne koło, teoretycznie uzasadnić przekonania, że okrucieństwo jest rzeczą straszną. Nie sposób również odpowiedzieć na pytanie: „Jak rozstrzygnąć o tym, kiedy podjąć walkę z niesprawiedliwością, a kiedy poświęcić się prywatnym planom autokreacji?” Kwestia ta jawi się liberalnym ironistom jako równie beznadziejna co pytanie: „Czy można wydać na tortury n niewinnych osób po to, by ocalić życie m razy n innych niewinnych osób? A jeśli tak, to jaka jest wartość n i m?” albo pytanie: „Kiedy można faworyzować członków własnej rodziny czy własnej społeczności kosztem innych, losowo wybranych istot ludzkich?” Kro sądzi, że istnieją dobrze uzasadnione teoretyczne odpowiedzi na te pytania - algorytmy, za pomocą których można rozwiązywać tego rodzaju dylematy moralne – ten wciąż w głębi serca jest teologiem lub metafizykiem. Wierzy w pozaczasowy i niezmienny porządek, który określa cel ludzkiego istnienia i ustanawia hierarchię odpowiedzialności.
Ironiczni intelektualiści, którzy nie wierzą w istnienie jakiegokolwiek tego rodzaju porządku, stanowią ( nawet w szczęśliwych, bogatych, światłych demokracjach) znikomą mniejszość pośród ludzi przekonanych, że porządek takie istnieć musi. Większość intelektualistów nadal wyznaje jakąś formę wiary religijnej bądź oświeceniowego racjonalizmu. Ironizm wydaje się zatem często wrogi nie tylko demokracji, ale i ludzkiej solidarności – solidarności z przeważającą większością rodzaju ludzkiego, ze wszystkimi tymi, którzy przeświadczeni są o konieczności istnienia takiego porządku. Tak jednak nie jest. Wrogość wobec konkretnej, historycznie uwarunkowanej i prawdopodobnie przejściowej formy solidarności nie oznacza wrogości wobec solidarności jako takiej […]. W mojej utopii solidarność ludzka byłaby traktowana nie jako fakt, który należy ujawnić poprzez odrzucenie ”uprzedzeń” lub dokopanie się do głęboko dotąd ukrytych pokładów, lecz raczej jako cel do osiągnięcia. Można go osiągnąć nie przez dociekania, lecz za pomocą wyobraźni, imaginacyjnej zdolności dostrzegania w obcych nam ludziach cierpiących bliźnich. Solidarności nie odkrywa się dzięki refleksji, lecz stwarza się ją.” Przygodność, ironia i solidarność

poniedziałek, 29 listopada 2010

Na zimę


:)Foka ma niedługo koło, więc nadrabia zaległości naukowe, ale daje słowo, że weźmie się w najbliższym czasie za bloga.

wtorek, 26 października 2010

Wirtualny wszechświat

Foka przez przypadek natrafiła w sieci na portal pod tym tytułem - Wirtualny wszechświat. Umieszcza go w ciekawostkach. W najnowszym artykule na przykładzie Harry'ego Pottera fantastycznie zilustrowano teorię gier, za której rozwinięcie John Nash dostał Nagrodę Nobla (znacie go - nakręcono o nim Piękny umysł). J.K. Rowlings konstruując Howgart nieświadomie (albo świadomie, tego się nie dowiemy) wprowadziła w nim zasady działania społeczeństw, których zgłębieniem zajmują się naukowcy. Wszystko jest w artykule, który owszem jest długi, za to szalenie ciekawy.
Foka usłyszała o Harrym od Pytona i obejrzała film. Potem drugą część. Ponieważ wtedy nie było jeszcze ekranizacji trzeciej części, przeczytała ją po angielsku. A potem następną. Na kolejne czekała z wypiekami na twarzy. Potem jej polonistka podsunęła jej artykuł, w którym jakiś literaturoznawca kwitował, że książki o Harrym nie są arcydziełami, wymieniając cechy arcydzieła. Foka próbowała z polonistką polemizować, ale przytoczono jej fragmenty opisujące mugoli, dość dla mugoli (nie-czarodziejów) obraźliwe. Fragmentów tych nie czytała, bowiem zawarte są w pierwszych częściach. Skapitulowała więc i doszła do wniosku, że cykl arcydziełem być nie musi, wystarczy, że świetnie się go czyta. Ze smaczków Foka ma wiarygodną informację, że jeden z rozsiadłych już autorów fantastyki w Polsce znalazłszy u kolegi egzemplarz Harry'ego rzucił go z wściekłością na podłogę i zaczął po nim skakać. I to nie był żart. Harry wzbudza więc emocje, również naukowców, o czym możecie sobie przeczytać:)
Wiecie pewnie o tym, że inicjały J.K. pojawiły się pod wpływem sugestii marketingowców, którzy uznali za mało prawdopodobne, że mali chłopcy będą czytać książkę napisaną przez kobietę.